Staram się wciąż działać!




Cały czas Światowych Dni Młodzieży był dla mnie niesamowitym doświadczeniem – nie tyle dawania z siebie, co otrzymywania od innych.

Przed ŚDM miałam okazję kilka razy pomagać w biurze organizacyjnym. Poznałam tam osoby, dzięki którym już na początku mojej przygody zobaczyłam, że najważniejsza w tym całym wydarzeniu jest modlitwa i otwartość. Do tamtej pory nie miałam pewności, czy zostać wolontariuszem podczas ŚDM, jednak ten temat nie dawał mi spokoju. Zwłaszcza, że informacje o nim docierały do mnie od wielu osób, z mediów...  Kiedy obserwowałam postępy przygotowań, zgłosiłam się do wolontariatu krótkoterminowego.

„Polish sister”

W tygodniu poprzedzającym Wydarzenia Centralne przeszłam wszystkie potrzebne szkolenia - przypomniałam sobie kwestie bezpieczeństwa i zasady udzielania pierwszej pomocy. W wolnych chwilach chodziłam na katechezy i koncerty w ramach Mercy Festiwalu, gdzie poznałam uczestników pielgrzymki z Bostonu. Z Thamy i jej pozytywnie nakręconymi przyjaciółkami, którym pomagałam śpiewać po polsku i tłumaczyłam o czym są wszystkie piosenki, bawiłam się niesamowicie. Wspólne wielbienie Boga sprawiło, że zostałam „Polish sister”, a Facebookowa znajomość wciąż trwa. Dzięki wolontariatowi miałam możliwość uczestniczenia w duchowych przygotowaniach dla wszystkich posługujących - ten czas był szczególnie owocny. Nie pamiętam, bym kiedykolwiek wcześniej chodziła z taką radością i lekkością serca.



Wysłannik z nieba

Moja praca zaczęła się dzień po Ceremonii Otwarcia. Zostałam skierowana na parking w Modlniczce, gdzie miałam pomagać w kierowaniu ruchem autokarami z odpowiednimi wjazdówkami, wskazywać pielgrzymom drogę. Podobne zadania jak na innych stanowiskach, jednak dość daleko od wydarzeń centralnych. Żałowałam, że wszystkie spotkania mnie ominą, jednak towarzysząca mi wolontariuszka z Lagos była dla mnie żywym wysłannikiem z nieba. Nie dość, że przyjechała aż z Nigerii - nie jako pielgrzym, ale jako wolontariusz - wykorzystywała każdą wolną chwilę, żeby jeszcze komuś pomóc. Była radosnym promykiem tych dni - swoim uśmiechem szybko zjednała nam pracujących przy parkingu panów, którzy później pomagali z uspokajaniem kierowców, którzy nie mogli wjechać, dbali o to, żeby niczego nam nie brakowało. To właśnie z Telimą dane mi było modlić się o godz. 12.00 modlitwą Anioł Pański, o 15.00 koronką do Bożego Miłosierdzia, a nawet wysłuchać przez radio w niedzielę Mszy Posłania. Była dla mnie niesamowitym wzorem i żywym świadectwem nie tylko służby pełnej miłości do drugiego człowieka, ale również wiary - była osobą żyjącą w przymierzu z Bogiem na co dzień, a nie tylko od święta.

Jedność w miłości i wierze

Po doświadczeniu piękna i prostoty wiary, staram się dalej aktywnie działać z ludźmi, którzy wyznają podobne wartości - teraz razem z innymi wolontariuszami w Górze Dobra. Pomimo tego, że już wcześniej byłam w franciszkańskiej wspólnocie młodzieżowej, tak naprawdę dopiero podczas ŚDM nauczyłam się, co znaczy powszechność Kościoła – niesamowita sprawa! Wbrew panującej opinii - Kościół jest żywy! Jest radosny i młody - jest taki jak wyznajemy w credo – jeden, święty, powszechny i apostolski. Pokazali to rozradowani ludzie z całego świata, powiewając flagami i śpiewając w ojczystych językach. Stworzyli w Krakowie jedność w miłości i wierze, której doświadczenie zachowam w sobie jeszcze przez długi czas.

Dziękuję za te dni wszystkim ludziom, których wtedy spotkałam - znajomym, komitetowi, ale przede wszystkim Bogu – za dar tych Dni i Jego niesamowitą obecność!



Katarzyna



Świadectwo nadesłane do książki "Młodość - projekt życia", która opisuje ludzkie doświadczenie działania, relacji i wspólnoty podczas ŚDM. Jednocześnie, poprzez komentarze teologów i biblisty oraz dodatkowe materiały, podpowiada, co można zrobić, by ŚDM trwało w naszych środowiskach. Więcej o projekcie przeczytasz TUTAJ.