Pasmo cudów






Moja przygoda ze Światowymi Dniami Młodzieży zaczęła się długo przed wydarzeniami w Krakowie. Zapisałam się do sekcji wolontariatu w rodzinnej parafii w Grudziądzu. Choć, tak naprawdę, nie wiedziałam jaka będzie rola wolontariuszy - zaryzykowałam i zaangażowałam się w przygotowania do przyjęcia pielgrzymów z Angoli - młodych ludzi ze środkowej Afryki o zupełnie innej mentalności i kulturze.



Od początku Dni w Diecezji, razem z innymi wolontariuszami czekaliśmy na przyjazd naszych zagranicznych gości. Kiedy przybyliśmy na miejsce zbiórki, ksiądz oznajmił nam, że Angolczycy są w Hanowerze - prawie 700 km od nas - i nie pojawią się do wieczora. Informacja o ich nieobecności bardzo nas zasmuciła i rozczarowała, bo wszyscy razem mieliśmy wziąć udział w festynie. Nie chciałam tam jechać bez pielgrzymów, ale ksiądz zachęcał, by się pojawić, skoro już wszystko zostało przygotowane.


Fantastyczna dwunastka

Bez entuzjazmu dotarłam na wyznaczone miejsce, gdzie ku mojemu ogromnemu zdziwieniu - nagle, nie wiadomo skąd, w Grudziądzu pojawiła się część “zagubionych” Angolczyków - fantastyczna dwunastka, tańcząca i śpiewająca do końca zabawy! Nazajutrz wspólnie pojechaliśmy do Torunia, gdzie przez cały czas porozumiewaliśmy się mieszanką portugalskiego, polskiego i angielskiego. To było niesamowite doświadczenie tego, jak niewiele trzeba, żeby się zrozumieć!


Tamte wydarzenia złapały mnie za serce... Widok młodych ludzi modlących się tańcem i śpiewem był przepiękny. Każdy poruszał się inaczej, lecz wspólnie z innymi tworzył jedną, znakomitą całość. Pielgrzymi z Afryki dawali tego przykład wiele razy, kiedy idąc ulicą wyciągali bębenki, gwizdki - klaskali i śpiewali w środku miasta. Wszyscy razem, bez względu na wiek, wzrost, płeć czy kolor skóry. RAZEM, zjednoczeni z Chrystusem żyli TU I TERAZ! Angolczycy zarażali swoją radością i pogodą ducha, nie znali słowa „pesymizm”. Dla nich wszystko było możliwe, często też powtarzali „Nie mów MOŻE - powiedz TAK, UDA SIĘ”. Podobnie było podczas Mszy Świętej w rodzinnej parafii, po której nikt nie wychodził z kościoła, bo bez końca śpiewaliśmy hymn. Każdy w swoim języku, trzymając się za ręce, modlił się tymi samymi słowami, w tym samym miejscu, w imię Chrystusa...





Jeden z najcudowniejszych telefonów



Bardzo chciałam jechać do Krakowa razem z przyjaciółmi z Angoli, których gościłam w domu. Podczas kilku dni spędzonych razem bardzo zżyliśmy się ze sobą, a panująca atmosfera poniosła wszystkich! Na listę uczestników wyruszających z Grudziądza byłam wpisana od dłuższego czasu, jednak moja mama bardzo bała się zagrożenia zamachem, o którym “szumiały” media. Wolała, żebym została w domu. Mimo to, że jestem pełnoletnia, nie chciałam się jej sprzeciwiać czy robić na złość - oboje z tatą martwili się o mnie. Wiedziałam też dobrze, że kiedy mama sobie coś postanowi - trudno to zmienić, szczególnie, że opinie dotyczące bezpieczeństwa podczas ŚDM były podzielone. Znajomy ksiądz cały czas żartował „Jedziesz, jedziesz Wera”, choć ja nie miałam w sobie tej pewności co on.


Dzień przed wyjazdem grupy grudziądzkiej obudził mnie jeden z najcudowniejszych telefonów, o jakim mogłam marzyć. Dzwoniła mama mówiąc jednym tchem „Dzwonię szybko, żeby się nie rozmyślić. Tata zwolnił się chwilę z pracy, przyszedł do mnie i mnie przekonał! Bardzo się o Ciebie martwię, ale jedź. Dzwoniłam już do ks. Michała… Jedź!” Łzy same napłynęły mi do oczu! Pojechałam i byłam w centrum wydarzeń w Krakowie! Męcząca pielgrzymka na Brzegi, upalna Niedziela i bezdeszczowa noc na zawsze zostaną w mojej pamięci, a Słowa Papieża Franciszka, by założyć wygodne buty, zejść z kanapy i działać dodały mi otuchy i odwagi!




Niemodne golfy i berety



Wydarzenia w Krakowie umocniły mnie w wierze! Poznałam wielu cudownych ludzi, zarówno tych, którzy byli ze mną najdłużej – przyjaciół z Grudziądza i Polski, ale i tych z różnych stron świata. ŚDM pokazały, że miliony młodych ludzi o różnych narodowościach i kulturach łączy jedno – Jezus Chrystus. Uświadomiłam sobie - jak wielką siłę mamy My - młodzi żyjący w różnych środowiskach. Mimo to, że czasem jako katolicy jesteśmy w mniejszości, nierzadko wyśmiewani, to łącząc się tworzymy potężną grupę.


ŚDM złamał stereotypowe myślenie wielu na temat „niemodnych” katolików oraz tego, że wiara jest domeną wyłącznie ludzi starszych wiekiem. Mnóstwo młodych, ku zdziwieniu innych, pokazało jak żyją pełnią życia i świetnie się bawią - nie nosząc przy tym „niemodnych golfów czy beretów”.


Dziś, kiedy już jest dawno po wszystkim, ze wzruszeniem wspominam ubiegłoroczne wydarzenia. Choć życie biegnie dalej, gdzieś w sercu na zawsze pozostaną mi twarze i miejsca, które poznałam podczas tych kilkunastu lipcowych dni. Dzięki doświadczeniu zdobytemu w Krakowie zaangażowałam się w działalność Duszpasterstwa Akademickiego w Bydgoszczy. Gdyby tylko kolejne Światowe Dni Młodzieży były bliżej Polski, bez wahania zaangażowałabym się znów w wolontariat!


Weronika



Świadectwo nadesłane do książki "Młodość - projekt życia", która opisuje ludzkie doświadczenie działania, relacji i wspólnoty podczas ŚDM. Jednocześnie, poprzez komentarze teologów i biblisty oraz dodatkowe materiały, podpowiada, co można zrobić, by ŚDM trwało w naszych środowiskach. Więcej o projekcie przeczytasz TUTAJ.