Już nie stracę takiej okazji






Moje świadectwo jest inne niż te, z którymi spotkałam się po Światowych Dniach Młodzieży. Nie ma w nim wspomnień z Krakowa, opisów poszczególnych wydarzeń, czy zachwytu ze spotkania z Papieżem Franciszkiem. Nie było mnie tam. Dlaczego?


W liceum poznałam kolegę, który był na spotkaniu młodych w Rio de Janeiro. Wiele razy opowiadał mi jak wspaniałych ludzi poznał dzięki tamtej pielgrzymce, jak odmieniło to jego życie. Właśnie od niego dowiedziałam się, ze kolejne ŚDM odbędą się w Krakowie. Już wtedy wiedziałam, że nie może mnie tam zabraknąć - chciałam, tak jak on, wziąć udział w cudownym festiwalu wiary.


Dałam się zmanipulować


Z biegiem czasu poznałam nowych ludzi, którzy nie mieli na mnie dobrego wpływu. Rzadko bywałam na Mszy Świętej - wiara stała się dla mnie powodem do wstydu, a nie dumy. Kiedy wspominałam im o planach wyjazdu do Krakowa, w odpowiedzi słyszałam tylko śmiech i ciągłe „po co będziesz tam jechać? Bez sensu, możesz obejrzeć sobie w telewizji”. Czułam się gorsza. Wtedy bardzo mi na nich zależało, dlatego dostosowałem się do ich myślenia i, można powiedzieć, zrezygnowałam na pewien czas z wiary. Miałam wrażenie, że ich to śmieszy. Dałam się zmanipulować. Coraz rzadziej chodziłam do kościoła - za to coraz częściej pojawiałam się na imprezach. Moje plany dotyczące ŚDM zmieniły się na wakacyjny wyjazd do Bułgarii - znajomi, nocne wyjścia na miasto, wolność - super sprawa! Cieszyłam się tym do czasu, kiedy w moim rodzinnym Międzyborowie zaczęły się przygotowania do przejęcia pielgrzymów z włoskiej Perugii. Kiedy się o tym dowiedziałam, byłam przeszczęśliwa - uwielbiam wszystko co włoskie! Nie zmieniło to jednak mojej decyzji o wyjeździe do Krakowa.




Jak ryba w wodzie


Na przyjazd Włochów zaopatrzyliśmy się we flagi, nauczyliśmy się hymnu ŚDM w ich języku - wszystko po to, by czuli się u nas jak najlepiej. Tego dnia o 22 uczestniczyłam w Mszy Świętej sprawowanej po włosku - widok tylu modlących się pielgrzymów uświadomił mi, jak długo czekałam na wydarzenia, z których świadomie chcę zrezygnować. Postanowiłam maksymalnie wykorzystać Dni w Diecezjach. Jednym z głównych spotkań był Mundial de Żyrardów, czyli Mundial Pokoju i Wolności, na którym dzięki koleżance poznałam dwie Włoszki, a razem z nimi innych pielgrzymów. W ich towarzystwie czułam się jak ryba w wodzie - wszyscy byli otwarci, zawsze uśmiechnięci. Kolejnego dnia zaplanowany był wspólny wyjazd do Łowicza - nie mógł mnie ominąć! Martwiłam się o dojazd, ale na szczęście jednym z organizatorów była moja znajoma, która znalazła dla mnie miejsce w swoim samochodzie. Tego wieczoru Andrea - jeden z pielgrzymów, nauczył mnie włoskiego dobranoc. Do dziś pamiętam, jak żegnałam się z nowymi znajomymi w ich ojczystym języku. Wróciłam do domu bardzo zmęczona, ale szczęśliwa.


Do oczu napłynęły mi łzy


W ciągu kilku dni obserwowałam radość młodych ludzi z powodu wizyty w Polsce - ich zabawę, taniec i śpiew. Dużo razem rozmawialiśmy nie czując ani przez chwilę barier językowych. To jak szybko staliśmy się przyjaciółmi było niesamowite! Mimo, że nie angażowałam się w wolontariat, pomagałam przy organizacji pożegnania naszych pielgrzymów przed wyjazdem do Krakowa. Podczas ostatniej wspólnej Mszy zachwyciła mnie liturgia - każdy jej szczegół był ujmujący. Najtrudniejsze okazało się być dopiero przede mną, kiedy z ust zaprzyjaźnionych Włochów padło „widzimy się w Krakowie!”. Wtedy do oczu napłynęły mi łzy, a głos ugrzązł w gardle - głęboko w sercu czułam jak wiele tracę… Całą noc przepłakałam oglądając wspólne zdjęcia. W Bułgarii nie było chwili, żebym myślała o czymś innym jak o tym, co aktualnie dzieje się w Krakowie. Dzięki nowopoznanym znajomym miałam bieżącą relację ze Światowych Dni Młodzieży - jednak to, że pojechałam do Bułgarii, a nie do Krakowa było najgorszą decyzją, jaką mogłam podjąć.




Powrót na właściwą drogę


Tamte wydarzenia były punktem zwrotnym w moim dotychczasowym życiu - uświadomiłam sobie jak ważna jest dla mnie wiara, która jednoczy ludzi z całego świata. Pół roku później, podczas koncertu Bóg liczy na Ciebie usłyszałam "Najgorsze uczucie to uczucie zmarnowanej szansy" - poznałam je bardzo dobrze, dlatego nie pozwólcie innym, aby manipulowali Wami w taki sposób jak mną! Prawdziwi przyjaciele zaakceptują Was takich, jakimi jesteście w 100%! Wam, moi Drodzy Przyjaciele z Perugii - jeżeli to czytacie - dziękuję za wszystko! Może nie jesteście tego świadomi, ale dzięki Wam wróciłam na właściwą drogę. Zmieniliście moje życie i teraz jestem szczęśliwa!


Do zobaczenia w Panamie, takiej okazji już nie stracę!



Paulina



Świadectwo nadesłane do książki "Młodość - projekt życia", która opisuje ludzkie doświadczenie działania, relacji i wspólnoty podczas ŚDM. Jednocześnie, poprzez komentarze teologów i biblisty oraz dodatkowe materiały, podpowiada, co można zrobić, by ŚDM trwało w naszych środowiskach. Więcej o projekcie przeczytasz TUTAJ.